REKLAMA

Bogusław Barnaś – oczarował polskością świat (wywiad)

Mariusz Golak | 03 paź 2014 11:07 0

Architekt, projektant, nauczyciel akademicki został uznany przez prestiżowy magazyn "Wallpaper" za jednego z dwudziestu najlepiej zapowiadających się architektów na świecie. O architekturze, filozofii pracowni BXBstudio, Polsce i tradycji z Bogusławem Barnasiem rozmawia Mariusz Golak.

Zanim w 2009 roku powstała pracownia projektowa BXBstudio, przez kilka lat zdobywał Pan doświadczenia zawodowe m.in. w Anglii i Szkocji. Skąd wybór „brytyjskiego” kierunku? Czy była to kwestia przypadku, czy też wybór ten podyktowany został innymi przesłankami?

Kończyłem studia w Niemczech, na Fachhochschule Muenster, gdzie koniunktura dla architektów była bardzo słaba. Muenster to niewielkie studenckie miasto kształcące dużą ilość absolwentów architektury których rynek nie jest w stanie wchłonąć. Z drugiej strony rysowała się przede mną wizja pracy w Polsce. Co prawda po wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej, rynki zaczęły mocno pulsować, jednak jakość architektury jak i oferta pracy dla absolwentów mojego kierunku znacznie odbiegała od zachodnich standardów. Kolejną możliwą alternatywą był wyjazd do Wielkiej Brytani. Na wybór tego kierunku złożyło się kilka kwestii. Przede wszystkim moje marzenie jeszcze z czasów pierwszych lat studiów aby pracować w Foster and Partners, po drugie otwarty rynek pracy dla architektów i doskonała komunikacja pomiędzy Krakowem a Londynem, a co najważniejsze bardzo prężny rynek pracy oferujący nieograniczone możliwości rozwoju u takich architektów jak Norman Foster, Richard Rogers, David Chipperfield, John Pawson, David Adjaye czy Zaha Hadid. Co istotne już wtedy zauważyłem że doświadczenie zdobyte w brytyjskiej pracowni doskonale przełoży się na realia polskie. Brytyjska architektura podobnie jak polska jest bardzo mocno osadzona w twardych, czasem przytłaczających realiach ekonomicznych i biznesowych. Zarówno brytyjska jak i polska mentalność różni się od włoskiej czy hiszpańskiej, gdzie pierwiastek ambicjonalnego artyzmu czasami wygrywa z logiką i ekonomią. Myślę, że w przystępny sposób opisałem to w artykule „Metamorfoza Londynu”.

 

Panorama Londynu, widok ze wzgórza w Greenwich (Fot. Bogusław Barnaś). Materiał graficzny do artykułu „Metamorfoza Londynu”.

 

W trakcie swoich wędrówek zawodowych trafił Pan między innymi do biura Normana Fostera, gwiazdy pierwszej wielkości, laureata nagrody Pritzkera z 1999 roku. Jak znalazł się Pan w jego pracowni i na czym polegała ta współpraca? W jego pracowni uczestniczył Pan m.in. w realizacji prestiżowego projektu The Walbrook w Londynie. Jak wspomina Pan ten okres w swoim życiu zawodowym?

Praca u Fostera to był wyjątkowy czas w moim życiu. W pewnym sensie była ona dla mnie przedłużeniem studiów. Atmosfera w pracowni była bardzo akademicka, twórcza, mnóstwo młodych ludzi, dyskusji o architekturze do późnych wieczorów, wiele ciekawych projektów i wielu doświadczonych architektów od których można było czerpać dobre wzorce. Z racji skali biura odbywało się bardzo dużo wykładów, spotkań, prezentacji dokonań innych zespołów projektowych. Do dziś mam w pamięci prezentacje najlepszych architektów zatrudnionych w pracowni Fostera, takich jak Grant Brooke, Andy Bow, Stefan Behling, Nigiel Dancy i wielu innych. Imprezy te odbywały się w godzinach wieczornych. Mieliśmy do dyspozycji przestrzeń wyposażoną w nagłośnienie i pokaźny ekran, mogącą pomieścić liczne międzynarodowe towarzystwo pasjonatów architektury. Nie zapomnę też corocznej imprezy Graduate Show polegającej na prezentacji dyplomów świeżo upieczonych architektów pracujących u Fostera. Każde takie wystąpienie Norman Foster komentował w kilku ciepłych słowach i dzielił się swoimi przemyśleniami czy konstruktywnymi uwagami. Można powiedzieć że prezentacja mojego dyplomu - Muzeum JP2 - w pracowni Foster and Partners – była jakby moją drugą, równie znaczącą obroną akademicką!

0 Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij i dodaj pierwszy!