REKLAMA

Mirosław Nizio: Widzę ogromną przemianę w myśleniu o projektowaniu

ps | 09 paź 2015 14:42 0
Mirosław Nizio podczas rozdania nagród International Property Awards. Finał konkursu i wręczenie nagród odbyło się 22 września w Londynie. Fot. Materiały prasowe

Z Mirosławem Nizio, pochodzącym z Biłgoraja, polskim artystą rzeźbiarzem, architektem wnętrz, mecenasem sztuki i animatorem życia społecznego warszawskiej Pragi, założycielem pracowni Nizio Design International, o architekturze, wizerunku i problemach polskich miast, rozmawia Piotr Sawczuk.

Czy można powiedzieć, że architektura, tak jak wszystkie inne dziedziny życia, zmierza w stronę ciekawostek? Jakie są obecnie trendy w architekturze przestrzeni publicznych?

Da się zauważyć zmianę w myśleniu o architekturze przestrzeni, np. w przestrzeniach miejskich, zalewowych, nadwodnych, gdzie zaczynamy obserwować szczególny sposób myślenia o rekreacji, edukacji. Widzę taki trend i jest on – tak sądzę – warunkowany potrzebami wynikającymi z myślenia o funkcji tych przestrzeni. Mamy w Warszawie nowe nabrzeża wiślane, w całym kraju powstają parki, ciekawie zagospodarowane przestrzenie zalewowe. W kontekście miejsca coraz większe znaczenie mają używane przez architektów materiały – te naturalne, szlachetne stanowią punkt wyjścia w projektowaniu. Nie chodzi w tych przypadkach o architekturę, która będzie „krzyczała” swoją formą, ale wkomponuje się w zastaną tkankę i przestrzeń, nie zakłócając tego, co jest w niej istotne, czyli natury. To bardzo pozytywne zjawisko. Do architektonicznych konkursów zgłaszane są naprawdę świetne koncepcje, które zdradzają tendencje do innego – nie efekciarskiego, ale głęboko przemyślanego pod względem funkcjonalnym podejścia do projektowania przestrzeni publicznych. Widzę też ogromną przemianę w myśleniu o projektowaniu domów jednorodzinnych. Ich architektura stanowi zdecydowanie poziom europejski. Proporcje, materiały, pomysły na domy projektowane dla młodych ludzi, świadomych pewnej estetyki i funkcjonalności, dobrej architektury. Dostrzegam też inne podejście do małej architektury w miastach.

Które realizacje w Polsce nazwałby Pan najciekawszymi obiektami architektonicznymi i jak one wypadają na tle europejskich i światowych realizacji?

Byłem niedawno w Lusławicach, gdzie powstał budynek Europejskiego Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego. To jest przykład bardzo ciekawej architektury, która dzięki oszczędnym środkom materiałowym, architektonicznym, idealnie współgra z tą niewielką miejscowością, jej przestrzenia. Zachwyca i zaciekawia współczesność tej architektury, jej arkadowość, wschodnie naleciałości. Różni się od tych „głośnych” nagradzanych w ostatnich latach obiektów – to poziom sam w sobie, coś bardzo subtelnego i przemyślanego, naprawdę pięknego. W żaden sposób nie zaburza harmonii miejsca, w jakim powstało. W tym przypadku, gra światła, właśnie ta harmonia, „muzyczność – zarówno w inspiracji, jak i myśleniu o formie i przeznaczeniu obiektu, stanowią znakomitą całość. Myślę też, że warto w tym miejscu przytoczyć przykład projektu Nizio Design International. Zoom Natury – Park Rekreacji w Janowie Lubelskim, który działa od czerwca, też jest takim obiektem, który powstał jako efekt szczególnego podejścia do miejsca, do naturalnego otoczenia Zalewu Janowskiego. Tu architektura splata się z ekologią, integruje się z naturą.

Czy polskim miastom grozi monokultura architektoniczna? Czy jest coś co zabija architektonicznie polskie miasta?

Głównym problemem jest – tak myślę – to co powstawało w Polsce w latach 60. i 70. XX w. Blokowiska, budynki, które w negatywny sposób zmieniały tkankę miejską. Rozmawiając z burmistrzami, prezydentami miast w całej Polsce, zauważam, że to bardzo problematyczne przestrzenie, których zmiana jest niezwykle trudna. Coraz większa jest potrzeba uspokojenia, „wyciszenia” krzykliwych form, kolorów i obiektów obecnych w naszych miastach. Wspominałem już o Janowie Lubelskim, znam też np. Kraśnik – znajdziemy tam przykłady nieciekawej, „zakłócające” przestrzeń architektury, ale też ludzi, którzy myślą, jak ją zmienić. Zastanawiają się jak oblicze miast uspokoić i pozbawić tego chaosu, który powstał poprzez „ubranie” architektury lat. 60 w dzisiejsze szyldy reklamowe, plandeki i banery, kolorową powłokę. W całej Polsce jest masa miejsc, w których muszą zajść bardzo trudne zmiany w przestrzeni. Stojących w centrach miast budynków nie wyburzymy, ale możemy wyczyścić przestrzeń. Możliwe są zmiany elewacyjne, poprawa takich elementów, jak okna, balkony, kolory, jak estetyzacja małej architektury. Cieszy fakt, że rośnie świadomość władz, które coraz częściej zatrudniają profesjonalistów, architektów do wprowadzania zmian. Widzą potrzebę tych zmian, przeformułowania wizerunku miejsca.

Które miasta polskie wymieniłby Pan jako przykład aglomeracji rozwijających się architektonicznie?

Dużo się teraz mówi o Wałbrzychu – znam to miasto, pracuję w nim i widzę tu na przestrzeni ostatnich 5 lat niesamowite zmiany. Chodniki, ulice, parki zmieniają się niemal z dnia na dzień. To jest wynik pewnych działań podjętych przez władze, które miały w bezpośredni sposób wpłynąć na poprawę życia mieszkańców – i wydaje się, że to działa zgodnie z planem. Nowe inwestycje poprawiają jakość życia, wpływają na rozwój regionu, turystyki. Z takim założeniem podchodziliśmy także do rewitalizacji wałbrzyskiej Starej Kopalni. Ta inwestycja też była krokiem do widocznych dziś zmian. W wielu miastach mówi się teraz o rewitalizacjach, o odbudowie tkanki. To wymaga środków, ale też doskonałego przygotowania, etapowania w osiąganiu celów. Niestety często widzę przykłady na traktowanie przez władze miast przestrzeni publicznej, jako własnego podwórka. Nie można zajmować się jednym tylko aspektem przestrzeni, pomijając zupełnie jej kształt jako całość. W miejskiej polityce ważne jest myślenie globalne a nie indywidualne, patrzenie w przyszłość i planowanie, a nie wdrażanie rozwiązań czasowych.

Co sądzi Pan o pomyśle wybudowania wieżowca w miejscu Pawilonu meblowego Emilia w Warszawie?

Wydaje się, że pawilon Emilii stanowi pod względem architektonicznym wartość ważną dla tkanki stolicy. Wraz z jego zniknięciem Warszawa straci kawałek swojej historii, tożsamości i naprawdę dobrą, ponadczasową architekturę. Pawilon nie został jednak objęty pieczą konserwatora zabytków. W tym przypadku – jak i w sytuacji wielu budynków w ścisłych centrach miast – z punktu widzenia biznesowego jego istnienie w tym miejscu pewnie nie jest do końca opłacalne. To jest na pewno temat na szerszą, wieloaspektową dyskusję, której tutaj nie sposób rozwinąć. Wiemy, natomiast, że wieżowiec powstanie według projektu pracowni Kuryłowicz&Associates, zapowiada się elegancka, dobrze wkomponowana w przestrzeń bryła, która zrośnie się tkanką centrum stolicy.

Dziękuję za rozmowę. 

0 Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij i dodaj pierwszy!