A jeśli miałaby Pani wymienić kilka źródeł waszego niewątpliwego sukcesu w tej trudnej przecież branży...
Nasz sukces to przede wszystkim dzieło mojego męża. Teraz po prostu staramy się kontynuować jego pracę. On z kolei zakładając pracownię trafił niewątpliwie na lata, które mu sprzyjały. Chciałabym jednak w tym miejscu podkreślić, że Stefanowi zależało nie tylko na tym, co my jako pracownia robiliśmy, ale także na samym zawodzie architekta. Chciał, żeby zawód architekta był szanowany – nie z próżności, ale dlatego, że być architektem to ponosić ogromną odpowiedzialność za swoją pracę.
Architekt, choć czasem bywa nazywany superdyletantem, musi się znać na wszystkim, widzieć cały projekt i wszystkie jego aspekty, “spinać” prace nad realizacją architektury - musi być bardzo wszechstronny, umieć współpracować ze specjalistami z innych branż i z inwestorem. Dzisiaj z tym zawodem bywa niestety różnie. Architekci mają ciężko – począwszy od tego, że architektura w ogóle nie jest w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego (gdzie być powinna), a w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa. O tym, że architektura jest częścią kultury, wszyscy przypominają sobie dopiero przy okazji Biennale w Wenecji lub w kontekście międzynarodowych nagród.
Podstawą tak prężnie funkcjonującego przedsięwzięcia jest dobrze dobrany zespół utalentowanych ludzi. Jak go zbudować? Na jakie cechy Pani jako pracodawca zwraca uwagę?
Przez wiele lat naszej działalności szukając ludzi do naszego zespołu bazowaliśmy na tym, że zapraszaliśmy do współpracy naszych studentów bądź dyplomantów. Od 2004 roku sytuacja się zmieniła – po wstąpieniu do Unii Europejskiej młodzi ludzie zaczęli wyjeżdżać za granicę. Myśmy temu bardzo sprzyjali, pamiętając, że sami nie mieliśmy takich możliwości.
Ja swój dyplom obroniłam w 1977 roku, Stefan w roku 1972, kiedy nikt nie słyszał nawet o tym, aby jako architekt pracować za granicą. Dzisiaj studenci mają taką możliwość, dlatego zawsze powtarzam moim dyplomantom: jedźcie, uczcie się, pracujcie, ale wracajcie! A czego szukam w kandydatach do naszego zespołu? Muszą wierzyć, że architektura to wartości. Że architektura musi pomagać ludziom żyć. Że mniej ważne jest to, aby dom był, potocznie rzecz ujmując, "ładny", ważne jest to, że powinien być mądry i coś dla ludzi znaczyć.
To tak naprawdę bardzo wysokie wymagania...
Oczywiście, że tak, nie wszystkim się również podobają. No cóż, nie wszyscy muszą z nami pracować, inne pracownie być może mają inne priorytety – dla wszystkich jest miejsce na szerokiej architektonicznej scenie.
Do 2011 roku prezesem zarządu pracowni był prof. Stefan Kuryłowicz. Chciałabym żebyśmy teraz porozmawiali o Fundacji jego imienia, którą Pani zarządza. Jakie są jej cele? Co po tych kilku latach jej funkcjonowania ocenia Pani jako jej największą wartość?
Fundacja im. Stefana Kuryłowicza została założona w 2012 roku. Powstała, by wspierać i promować odpowiedzialną i odważną twórczość architektoniczną. Chcieliśmy po prostu kontynuować pracę Stefana, robić dalej to, co on by z pewnością robił, gdyby żył. A bardzo lubił uczyć, pracować z młodzieżą, był przy tym człowiekiem niesamowicie odważnym, nieraz do granic kontrowersji.
4 Design Days 2020: ikony designu, najwięksi architekci, projektanci, producenci, deweloperzy o inspiracjach i trendach w architekturze i designie. Już 6-9 lutego 2020 r. w Spodku i Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach.
Zarejestruj się!