Gdy wyobrażenia dziecka zostają przełożone na język architektury, powstają cuda - jak choćby ten pokój trzyletniej wielbicielki królików. W tym mikroświecie wszystko jest „królicze”: lampka, futerkowe dywaniki, wzory na ścianach (drzwi do garderoby „otwiera” zamek błyskawiczny namalowany z króliczków). Nawet krzesło ma królicze uszy! Ślady łapek prowadzą do bajkowej norki, którą osoby bez wyobraźni mogłyby prozaicznie nazwać piętrowym łóżkiem. Całość jest zabawna, ale nieprzesłodzona.