Właścicielka Pędzącego Królika, aby zrealizować swoje marzenia, zaciągnęła kredyt i ze ślepą wiarą oraz – jak sama dziś określa – szaleństwem graniczącym z naiwnością, zabrała się za gastronomiczny biznes. Dziś przyznaje, że gdyby wiedziała, ile niebezpieczeństw czyha na przedsiębiorcę w tej branży, i ile kosztuje każde wyzwanie, miałaby trochę wątpliwości.
-
Własne miejsce
961U0142.jpg Ewa Zaborowska, właścicielka Pędzącego Królika
Zarys wizji lokalu i nazwa powstały bardzo szybko. Pędzący Królik trafił od razu na szyld, bo nie dość, że pochodził z Krainy Czarów, to doskonale pasował do mojej autobiografii. A ja przecież gnałam przez życie w obłędzie, bez tchu. Rynek gastronomiczny nie jest łatwy. Myślę jednak, że jak na osobę, która nie miała pojęcia o zakładaniu i prowadzeniu restauracji, poradziłam sobie całkiem nieźle. Dzisiaj, choć znam branżowe realia, to ani na krok nie odstępuję od pierwotnych zamierzeń i nie porzucam idealistycznej wizji lokalu. Takie osobiste postrzeganie stosuję do wszystkiego, zarówno do smaku dań, jak i wystroju wnętrza.
Miało to być przede wszystkim miejsce dla mnie, mojej rodziny i przyjaciół. Ani nie chciałam, by bywała tu wyłącznie bardzo młoda grupa, ani tylko i wyłącznie „białe kołnierzyki”. Wnętrze przeistaczało się z miesiąca na miesiąc, a efekt końcowy zaskoczył również mnie. Czasem mówię o Króliku – restauracja, ale długo nie umiałam go określić, bo od kawiarni płynnie przeszłam do restauracji, która co wieczór przeradza się w bar, pub, a niekiedy i mały klub. Królika nazywam więc najczęściej miejscem. Natomiast zegar na szybie lokalu to symbol zmiany, ale i pewnego porządku. A tu od godziny 10 rano do 12 w nocy wiele się dzieje.
Ale Pędzący Królik i tak miał powstać, na przekór wszystkiemu, bo był w zamierzeniu i wciąż pozostaje magicznym lustrem z baśni, która właścicielce towarzyszy od dzieciństwa. „Alicja w Krainie Czarów”, bo o niej mowa, była pierwszą książką, po którą sięgnęła jako sześciolatka.
Od pomysłu stworzenia kawiarni do jej otwarcia upłynęło parę miesięcy. Kiedy właścicielka wiedziała, że chce mieć swoją kawiarnię, postanowiła się do tego przygotować, ale nie od strony biznesowej, lecz pod kątem idei i pomysłu. Ewa Zaborowska tak wspomina poczynione kroki: Chciałam, by ta decyzja dojrzała w mojej głowie. Nad nią pracowałam tak, jak robiłam to w reklamie. Ponieważ w dobie wysoko rozwiniętej techniki nie umiem obsługiwać komputera, musiałam najpierw stworzyć kompletny obraz projektu w wyobraźni, by potem móc przystąpić do działania.
- 1
- 2
- 3
- 4
- Następna »
4 Design Days 2020: ikony designu, najwięksi architekci, projektanci, producenci, deweloperzy o inspiracjach i trendach w architekturze i designie. Już 6-9 lutego 2020 r. w Spodku i Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach.
Zarejestruj się!